Back To Top

foto1 foto2 foto3 foto4 foto5

zjazd16 września 2017r. o godzinie 13:00 w Zespole Szkół Ponadgimnazjalnych nr 1 w Dębnie odbyło się spotkanie Absolwentów Rocznika 1967. Szanownych Maturzystów sprzed 50. lat powitał bardzo serdecznie obecny dyrektor szkoły - Krzysztof Zaborski. Gorąco powitał w progach szkoły byłych nauczycieli, którzy swą obecnością zaszczycili  uroczystość: panią Zofię Śluzar, pana Stanisława Moszyńskiego, pana Bogdana Buczyńskiego oraz pana Ryszarda Grządziela - wychowawcę klasy XIA.

 

zjazd

Następnie głos zabrali przedstawiciele absolwentów – pan Ryszard Święcicki i pani Halina Stańczak i na ręce Pana Dyrektora złożyli bukiet kwiatów. Po wzruszającym wystąpieniu organizatorów odbyła się klasówka w formie quizu. Absolwenci poradzili sobie znakomicie! Widać, że byli pilnymi uczniami i dużo pamiętają.

Spotkanie przebiegało w bardzo miłej i przyjaznej atmosferze przy kawie, herbacie i słodkim poczęstunku. Każdy mógł wpisać się do pamiątkowej księgi, by uwiecznić swój udział w zjeździe oraz zaznaczyć swoją obecność na liście klas XIA XIB XIC. Można było także obejrzeć film z 70-lecia szkoły. Myślę, że uczestnikom bardzo się podobało kolejne już spotkanie, gdyż rozmowom nie było końca. Przyjaciele z dawnych lat nie mogli się sobą nacieszyć. Nie mam wątpliwości, że spotkanie na długo pozostanie w ich pamięci i miło będą je wspominali. 

Mi osobiście jako uczennicy klasy trzeciej liceum bardzo podobała się ta uroczystość. Myślę, że kiedy my będziemy w tym wieku również nie zapomnimy o swojej szkole i na pewno ją odwiedzimy. Zachęcam do przeczytania wywiadu z uczestnikami zjazdu. Do rozmowy zachęciła Maturzystów rocznika 1967 Daria Dutkiewicz.

Natalia Burdzińska kl.3a

Jesteśmy dumni ze swojej szkoły!

WYWIAD Z ABSOLWENTAMI LICEUM OGÓLNOKSZTAŁCĄCEGO W DĘBNIE

ROCZNIK 1967 

  • Co skłoniło Państwa do organizacji spotkania? Jaki był odzew?

Halina Stańczak: Chęć spotkania się. Robimy to po raz trzeci. Pierwszy raz w 2007 roku, później w 2009 i dziś - rok 2017. Takie spotkania dają nam przede wszystkim dużo radości.
Zmieniamy się, więc często nie poznajemy tych, z którymi widzieliśmy się 10 lat temu.
Jest to ogromne przeżycie. Ja jestem pod wielkim wrażeniem tych zmian. Zmieniamy się, ale w dobrym tego słowa znaczeniu, ładnie się starzejemy. Do spotkania po latach skłoniła nas również chęć zobaczenia się, „przeżycia” szkoły jeszcze raz po 50 latach. Zawsze z sentymentem wspominamy wzloty i upadki. Mile wspominamy profesorów, którzy nas uczyli i wychowywali oraz kolegów i koleżanki, z którymi byliśmy w klasie.

Krystyna Pieczyńska: Ja bardzo ucieszyłam się, gdy koleżanki i koledzy powiedzieli, że odbędzie się spotkanie, w którym będzie uczestniczyła młodzież obecnie uczęszczająca do szkoły na Zachodniej. Jest to dla nas możliwość przekazania ogromnego sentymentu i przekonania, że ta szkoła była dla nas bardzo ważna. Przez miasto chodziłyśmy dumne, że jesteśmy licealistkami.

Irena Skrycka:  I w fartuszkach!

Krystyna Pieczyńska: Tak, w fartuszkach, których nikt się nie wstydził. To był dla nas zaszczyt, że właśnie my chodzimy do tej szkoły. Ja z ogromną radością chciałam spotkać się z profesorami. To są ludzie, którzy kształtowali nasze osobowości, charaktery, pokazywali nam jak żyć. Ta szkoła dała nam potencjał wolności. Nikt nie zmuszał nas do jakichś przekonań czy wyznań. Było tu dużo wolności.

  • Utrzymujecie Państwo kontakt ze sobą poza spotkaniami?

Halina Stańczak: Utrzymujemy z tymi, którzy mieszkają w Dębnie. Z wieloma osobami kontaktujemy się telefonicznie, wysyłamy sobie kartki świąteczne, pamiętamy o urodzinach, imieninach. Jest to bardzo miłe i sympatyczne.

  • Jak wspominają Państwo lata licealne, przygotowania do matury?

Halina Stańczak: Bardzo sympatycznie, choć nerwowo. Wiadomo… powtórki, czas przemyśleń, zastanawiania się na jakie trafimy pytania. Choć wydaje mi się, że to powtarza się do dziś. Myśleliśmy „a może będzie Kochanowski, a może Sienkiewicz. Ciekawe co będzie z matematyki.” Kiedyś były trochę inne zasady zdawania matury, ale wyczuwało się to zdenerwowanie i napięcie. Klasa 11 miała wtedy emblematy „matura”. Oprócz tarczy, ostatnia klasa (wtedy abiturienci) miała oddzielne tarcze, wyróżnialiśmy się na tle szkoły. Podkreślaliśmy, że jesteśmy klasą maturalną, choć każdy o tym wiedział, ale w ten sposób chcieliśmy pokazać młodszym, że to my jesteśmy klasą maturalną.

Krystyna Pieczyńska: I nasze ściągi wyglądały inaczej niż teraz.

Halina Stańczak: Na pewno, nie było smartphone’ów.

Edward Waszczeniuk: I szkoła nazywała się inaczej, kiedyś była to Szkoła Podstawowa nr 8 i Liceum Ogólnokształcące. Mieliśmy tarcze w kształcie serca, na których była duża ósemka i na dole napis LO.

Irena Skrycka:  Jeszcze jedna ważna sprawa, którą myślę wszyscy będziemy długo wspominać, że matura był to pierwszy najpoważniejszy egzamin w życiu. Każdy inny jaki się zdawało nie odbył się w towarzystwie takich emocji, które trwale zapisały się w naszej pamięci.

Krystyna Pieczyńska: Byliśmy rocznikiem, który otwierał tę szkołę, ten budynek. Byliśmy uczniami, którzy jako pierwsi pisali tu maturę.

Edward Waszczeniuk: Pisaliśmy maturę w sali gimnastycznej. W tamtych latach to było coś…

Halina Stańczak: Każdy miał przypisany numerek. Wywoływali nas po kolei, a ja zostałam pod salą, nie było dla mnie ławki, ponieważ źle policzono uczniów. Dostawili ją później i siedziałam na sali gimnastycznej przy samych drzwiach,

Irena Skrycka: Ja pamiętam taką sytuację, że wychodzę z egzaminu z geografii i wszyscy pytają „Jakie pytanie miałaś?” Pamiętam je, chodziło o skały i minerały, ukształtowanie powierzchni Polski. Wszyscy ucieszyli się, że już go nie wylosują. Nauczyciele doskonale wiedzieli, że pytania przekażemy na korytarzu następnym.

  • Jak wyglądały lekcje? Można było pozwolić sobie na ściąganie?

Halina Stańczak: Nie wolno było ściągać...

Irena Skrycka: Pomysłowość uczniów dorównuje dzisiejszym, poza elektroniką.

Halina Stańczak: Nie umiałam tylko podpowiadać. Była taka sytuacja, że koleżanka była odpytywana przez Profesor Sawicką.

„Powiedz mi, co to są treny?”

Druga koleżanka z tyłu podpowiada, że to taki długi ogon od sukni. Koleżanka, która odpowiadała powtórzyła i zaczął się śmiech w klasie... Zostaje wiele takich ciekawych wspomnień.
Profesor Grządziel pytał mnie, „za co powiesili Lutra?” Nie wiedziałam. Słuchałam podpowiedzi i ktoś powiedział, że za żebro. Pomyślałam, że to niemożliwe i mówię „za szyję panie profesorze”. Klasa oczywiście w śmiech, przecież nie chodziło o to za co, tylko dlaczego.

Krystyna Pieczyńska: Nie wiem czy pamiętacie, ale podczas naszej edukacji mieliśmy wiele zajęć pozalekcyjnych, w których wszyscy uczestniczyliśmy. Był kurs tańca, chór.

Edward Waszczeniuk: Przyjeżdżała filharmonia.

Krystyna Pieczyńska: Było bardzo bogate życie kulturalne i oświatowe. Konkursy recytatorskie, młodzież obsługiwała wszystkie uroczystości miejskie. Byliśmy zaprzyjaźnieni z Technikum Leśnym w Rzepinie. Nawet na naszej studniówce byli chłopcy z tamtej szkoły, ponieważ u nas była przewaga dziewcząt. Szkoła była żywym elementem miasta. Bardzo często chodziliśmy na mecze na stadionie. Nasze życie było bardzo bogate i interesujące.

Edward Waszczeniuk: Klasy nie były tak jak w tej chwili 20-osobowe. Było minimum 30 osób. U nas było około 32 osób. Pamiętam te pytania „do której klasy chodzisz?” odpowiadało się, „do 10” i wiadomo było, że to ogólniak. Był inny system. Wśród nas są też tacy, którzy byli razem w klasie od 1 do 11.

Irena Skrycka: I nie kłóciliśmy się!

Edward Waszczeniuk: To prawda

Halina Stańczak: Był też internat, w którym mieszkali uczniowie z okolic.

Edward Waszczeniuk: Na Kościuszki, tam gdzie teraz jest przychodnia znajdował się internat.

Krystyna Pieczyńska: To był bardzo interesujący okres w życiu! Tyle się tam działo.

Halina Stańczak: Były tam ruszające się schody.

Krystyna Pieczyńska: I szczury!

Edward Waszczeniuk: Przychodzili milicjanci i mówili, że potrzebują dwie lub trzy dziewczyny do wypisywania dowodów osobistych, a dziewczyny szły na tańce.

Krystyna Pieczyńska: Mieliśmy wiele zajęć poza lekcjami. Nigdy nie trzeba było nikogo o nic prosić. Jeżeli poszło hasło ze strony nauczycieli, że jest coś do zrobienia, czuliśmy się wyróżnieni, że akurat my.

  • Jakiego nauczyciela najmilej Państwo wspominają?

Halina Stańczak: Wszystkich.

Edward Waszczeniuk: Wszystkich.

Halina Stańczak: Bardzo miło wspominam Profesora Grządziela, który był wychowawcą przez 4 lata.

  • Istnieje jakieś najgorsze wspomnienie ze szkoły?

Halina Stańczak: Nie było takich.

Krystyna Pieczyńska: Nie.

Edward Waszczeniuk: Nie.

Irena Skrycka: Nie było takich.

Halina Stańczak: Wszyscy integrowaliśmy się i czuliśmy jak jedna wielka rodzina, te trzy różne klasy.

Irena Skrycka: Wielkim problemem, według mnie był brak książek, literatury, którą mieliśmy przeczytać. Spotykaliśmy się w grupach i czytaliśmy. Było trudno, ale ratowaliśmy się jak mogliśmy. Biblioteka szkolna była na przy Kościuszki.

Krystyna Pieczyńska: Czasem jedna książka była na trzy klasy. Trzeba było szybko czytać, żeby móc się przygotować.

  • Jakie uczucia i emocje towarzyszą Państwu dziś?

Halina Stańczak: Dzisiaj przez ten hałas poczuliśmy się jak w klasie, ponieważ nie można było uspokoić towarzystwa, poczuliśmy się jak uczniowie.

Irena Skrycka: To piękne uczucie swobody. Przyjechaliśmy z różnych stron, żeby poczuć naszą ojczyznę. To tutaj jest ta kolebka, gdzie spędziliśmy sporo lat.

Krystyna Pieczyńska: Chciałabym dodać, że warto wspominać o tym, kto ukończył tę szkołę, np. profesor Bojke czy profesor Olszewski. Oni osiągnęli sukces i wiedząc, że tacy ludzie są absolwentami tej szkoły cieszę się, że też ukończyłam tę szkołę. Myślę, że każda szkoła powinna troszczyć się o to, by młodzież wiedziała, kto ukończył tę szkołę i jaki osiągnął sukces. Często to pomijamy, a to są nasi absolwenci. Bardzo cieszymy się z tego, że są dziś z nami nasi profesorowie. Dziękujemy za samą ich obecność, ich widok.

  • Jaką radę daliby Państwo tegorocznym maturzystom?

Halina Stańczak: Trzymajcie się.

Irena Skrycka: Oby do przodu.

Halina Stańczak: Bądźcie dumni ze swojej szkoły. Macie piękną, dobrze wyposażoną szkołę, nie to co my. Choć my też nie powinniśmy narzekać. Spotykajcie się, przede wszystkim spotykajcie się.

Krystyna Pieczyńska: Róbcie takie zjazdy, to niezapomniane wrażenia.

Edward Waszczuk: To prawda.

Irena Skrycka: Niech was nadzieja nigdy nie omija. Budujcie nadzieję i miejcie ją w sobie.

Wywiad przeprowadziła Daria Dutkiewicz z klasy III a LO

 

Tekst powitania wygłoszony przez pana Ryszarda Święcickiego na zjeździe Maturzystów rocznik 1967

 

Szanowni Państwo!

Zjazd Absolwentów LO w Dębnie rocznik 1967 – 16 września 2017 roku. PÓŁ WIEKU. To brzmi dumnie! Przez całe życie człowieka czas przemawia do niego w przeróżnych językach: w języku miłości, wiary, doświadczenia, historii i wspomnień!

Z głębokim wzruszeniem pragnę rozpocząć to niezwykłe i jakże ważne wydarzenie. Szanowni Państwo. Mam zaszczyt, w imieniu komitetu organizacyjnego i swoim, serdecznie powitać: pana dyrektora Krzysztofa Zaborskiego wraz z gronem pedagogicznym i młodzieżą. Witam bardzo serdecznie Koleżanki i Kolegów – Absolwentów LO w Dębnie rocznik 1967. Serdecznie witam naszych wychowawców i nauczycieli seniorów: panią Zofię Śluzar, pana Bogdana Buczyńskiego, pana Ryszarda Grządziela, pana Stanisława Moszyńskiego.

Jubileusz skłania do odbycia podróży w czasie, przywołuje wspomnienia, wywołuje przeszłość. Świadomość upływającego czasu napawa nas lękiem przed czymś bezpowrotnie utraconym, obawą, że w odmęcie czasu zagubimy coś bardzo ważnego lub w porę nie odnajdziemy tego, co bezcenne, a co na zawsze stanie się przeszłością. Marcel Proust pisał, że przeszłość jest zamknięta w miejscach i przedmiotach, a gdy znajdziemy się tam, gdy je odnajdziemy – oswobodzone zwyciężają czas i wracają, aby żyć. I my jesteśmy w miejscu, gdzie czas traci swoją władzę. Tu codziennie słychać dźwięk dzwonka wzywającego na lekcje i między nim a chwilą obecną jest cała przeszłość, którą każdy z nas, Koleżanki i Koledzy Absolwenci nosi w sobie.

Stanisław Wyspiański pisał: „Każdy jubileusz wnosi w życie świeży zapał i nową mądrość”.
I tak czyńmy!

Życzę wszystkim miłej i sympatycznej atmosfery, niezapomnianych wzruszeń w odtwarzaniu historii minionego czasu.

Dziękuję.